Kiedyś, dawno, dawno, dawno temu, kiedy dowiedziałem się, że piętnaście procent strat poniesionych w czasie kampanii wrześniowej spoczywa w mojej najbliższej okolicy i że większość osób, które spoczywają w okolicy zginęło walcząc o miasto, którego nawet nie mieli okazji zobaczyć postanowiłem, ze w jakiś prymitywny, mały, na miarę moich możliwości sposób postaram się im odwdzięczyć.
Od tej pory pisze o nich, szukam, pokazuję.
To ciężkie, bo wielu z nich nadal pozostaje i chyba nadal pozostanie tymi z NN na tabliczce.
Tym cenniejszym dla mnie jest wszystko, co pomaga odnaleźć, nadać imiona tym, którzy kiedyś nie zastanawiali się nad sensem tego co robią, tylko spełniali swój obowiązek.
Dziś, spacerując po jednym z olsztyńskich cmentarzy natknąłem się na jednego z nich. Nie spodziewałem i byłem nieprzygotowany.Cmentarz jest zamknięty, więc i lampki nie ma gdzie kupić, ale obiecuję, że wrócę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łomianki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łomianki. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 lutego 2015
piątek, 16 stycznia 2015
Nie tylko Kusociński ...
Północne rejony podwarszawskie i wspomnienie olimpijczyka nieodmiennie kojarzy się z Kusocińskim.
Ale tak samo, jak zapominamy, że wojenna epopeja naszego mistrza olimpijskiego zaczęła się nie tu, ale w czasie walk o Fort Czerniaków, kiedy Kusociński zostaje ranny, tak zapominamy, że w tym samym czasie przez lasy wokół Palmiry, jak wówczas nazywała się mała wieś na obrzeżu Puszczy Kampinoskiej przedzierał się inny olimpijczyk.
Major Leszek Lubicz-Nycz, szermierz, brązowy medalista olimpijski z Los Angeles. Kawaler Virtuti Militari, Krzyża Walecznych, legionista.
Dowódca II dywizjonu 14 Wielkopolskiego Pułku Artylerii Lekkiej wraz z oddziałami składającymi się z niedobitków Armii Pomorze i Poznań zebranymi pod dowództwem generała Mikołaja Bołtucia przedzierał się na pomoc Warszawie i wziął udział w bitwie nad Bzurą oraz pod Łomiankami.
W czasie pokoju był jednym z najlepszych szablistów w Polsce, choć walczył także we florecie. W 1931 został indywidualnym mistrzem Polski w szabli. Startował w barwach klubów warszawskich i poznańskich. Był instruktorem szermierki i narciarstwa w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie, autorem podręcznika do jazdy na nartach.
Dojście do wsi Buraków od strony rzeki Niemcy zamknęli ogniem zaporowym artylerii i moździerzy, a przed samą wsią wystawili czołgi. Krwawe natarcie piechurów, kawalerzystów i artylerzystów nie zdołało przełamać ognia oddziałów niemieckiej 24 dywizji piechoty.
Kpt. Adam Soja, lekarz 11 dywizjonu artylerii konnej:
"Natarcie nasze (…) rozpoczęło się wnet po wyjściu z Puszczy Kampinoskiej, jakieś 2 wsi już wcześniej przed Łomiankami i doszło do ostatniej linii niemieckiej przy końcu Łomianek. Następna wieś, to był Buraków i przedmieście Warszawy, jak nas informowano. I tu na ostatniej linii oporu niemieckiego utknęło nasze natarcie. Wówczas mjr Leszek Lubicz-Nycz szybko zorientował się w sytuacji i widział tylko jedną możliwość wydostania się z tego kotła przez przesmyknięcie się pod wałem wiślanym do lasu Burakowa. Wówczas mjr Nycz podjechał konno pod wał wiślany, gdzie ja znajdowałem się z rannymi, opowiedział mi o sytuacji i powiada: 'jedyna możliwość przedarcia się jest pod wałem wiślanym do lasu Burakowa, tutaj mamy osłonę z drzew i zarośli. Wolnej i gołej przestrzeni, zupełnie nie osłoniętej, mamy około 150 m – uda się to dobrze, a nie, to trudno' i prosto zaraz pojechał pierwszy, za nim kilku konnych, którzy byli blisko koni, a na ostatku prawie, bo dopiero doleciałem do konia, wsiadłem ja i puściłem się za nimi. Za mną też jeszcze kilku jechało, ale nikt nie dojechał. Jechaliśmy pod wałem wiślanym z Łomianek do lasu Burakowa. Przestrzeń – jakie 150 m – była równa jak stół i zupełnie pusta, bez choćby jednego drzewka, bez żadnego szuwaru tak, iż z Łomianek Górnych, skąd prażyli do nas Niemcy z kilku karabinów maszynowych, przedstawialiśmy cel wymarzony. Ja w końcu, patrzę, a dopędzam majora, reszta wszystko leży na ziemi, tak konie, jak i ludzie, albo stoją jakby urzeczeni, bez ruchu. Koń majora widocznie ranny, bo niby leci, a nic mu nie ubywa drogi, wreszcie tak koń jak i major padają. Mój koń przeskakuje przez trupy [...]"
Ciało majora znalazła 14-letnia wówczas dziewczynka, mieszkanka Burakowa Marianna Romańska, na terenach wału przeciwpowodziowego między Łomiankami a Burakowem.
Zarówno jego jak i pozostałe ofiary bitwy pochowano na cmentarzu w Kiełpinie. W marcu 1940 r. majora ekshumowano i przeniesiono na cmentarz wojskowy na Powązkach. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika.
Ale tak samo, jak zapominamy, że wojenna epopeja naszego mistrza olimpijskiego zaczęła się nie tu, ale w czasie walk o Fort Czerniaków, kiedy Kusociński zostaje ranny, tak zapominamy, że w tym samym czasie przez lasy wokół Palmiry, jak wówczas nazywała się mała wieś na obrzeżu Puszczy Kampinoskiej przedzierał się inny olimpijczyk.
Major Leszek Lubicz-Nycz, szermierz, brązowy medalista olimpijski z Los Angeles. Kawaler Virtuti Militari, Krzyża Walecznych, legionista.
Dowódca II dywizjonu 14 Wielkopolskiego Pułku Artylerii Lekkiej wraz z oddziałami składającymi się z niedobitków Armii Pomorze i Poznań zebranymi pod dowództwem generała Mikołaja Bołtucia przedzierał się na pomoc Warszawie i wziął udział w bitwie nad Bzurą oraz pod Łomiankami.
W czasie pokoju był jednym z najlepszych szablistów w Polsce, choć walczył także we florecie. W 1931 został indywidualnym mistrzem Polski w szabli. Startował w barwach klubów warszawskich i poznańskich. Był instruktorem szermierki i narciarstwa w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie, autorem podręcznika do jazdy na nartach.
Dojście do wsi Buraków od strony rzeki Niemcy zamknęli ogniem zaporowym artylerii i moździerzy, a przed samą wsią wystawili czołgi. Krwawe natarcie piechurów, kawalerzystów i artylerzystów nie zdołało przełamać ognia oddziałów niemieckiej 24 dywizji piechoty.
Kpt. Adam Soja, lekarz 11 dywizjonu artylerii konnej:
"Natarcie nasze (…) rozpoczęło się wnet po wyjściu z Puszczy Kampinoskiej, jakieś 2 wsi już wcześniej przed Łomiankami i doszło do ostatniej linii niemieckiej przy końcu Łomianek. Następna wieś, to był Buraków i przedmieście Warszawy, jak nas informowano. I tu na ostatniej linii oporu niemieckiego utknęło nasze natarcie. Wówczas mjr Leszek Lubicz-Nycz szybko zorientował się w sytuacji i widział tylko jedną możliwość wydostania się z tego kotła przez przesmyknięcie się pod wałem wiślanym do lasu Burakowa. Wówczas mjr Nycz podjechał konno pod wał wiślany, gdzie ja znajdowałem się z rannymi, opowiedział mi o sytuacji i powiada: 'jedyna możliwość przedarcia się jest pod wałem wiślanym do lasu Burakowa, tutaj mamy osłonę z drzew i zarośli. Wolnej i gołej przestrzeni, zupełnie nie osłoniętej, mamy około 150 m – uda się to dobrze, a nie, to trudno' i prosto zaraz pojechał pierwszy, za nim kilku konnych, którzy byli blisko koni, a na ostatku prawie, bo dopiero doleciałem do konia, wsiadłem ja i puściłem się za nimi. Za mną też jeszcze kilku jechało, ale nikt nie dojechał. Jechaliśmy pod wałem wiślanym z Łomianek do lasu Burakowa. Przestrzeń – jakie 150 m – była równa jak stół i zupełnie pusta, bez choćby jednego drzewka, bez żadnego szuwaru tak, iż z Łomianek Górnych, skąd prażyli do nas Niemcy z kilku karabinów maszynowych, przedstawialiśmy cel wymarzony. Ja w końcu, patrzę, a dopędzam majora, reszta wszystko leży na ziemi, tak konie, jak i ludzie, albo stoją jakby urzeczeni, bez ruchu. Koń majora widocznie ranny, bo niby leci, a nic mu nie ubywa drogi, wreszcie tak koń jak i major padają. Mój koń przeskakuje przez trupy [...]"
Ciało majora znalazła 14-letnia wówczas dziewczynka, mieszkanka Burakowa Marianna Romańska, na terenach wału przeciwpowodziowego między Łomiankami a Burakowem.
Zarówno jego jak i pozostałe ofiary bitwy pochowano na cmentarzu w Kiełpinie. W marcu 1940 r. majora ekshumowano i przeniesiono na cmentarz wojskowy na Powązkach. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika.
sobota, 22 marca 2014
Pożar traw w rezerwacie Kepy Kiełpińskie
Debili nie sieją, sami się rodzą.
Tym razem podpalili trawy w otulinie rezerwatu Kępy Kiełpińskie.
Trochę mało ludzi tu chodzi - aczkolwiek, co przykre, chodzi - więc szczęściem było, że się trafił rowerzysta, który wpadł na pomysł po pierwsze zawiadomienia straży, po drugie jak mógł starał się nie dopuścić ognia do stojącego tu obcego samochodu.
Kiedy zmienił się wiatr zrobiło się bardzo poważnie. Ogień doszedł do kół pojazdu, gęsty dym nie pozwalał na jakąś poważniejszą akcję.
Straż dojechała w ostatniej chwili.
Fajnie, że się czasami komuś chce coś więcej, niż tylko popatrzeć.
Niby nic, ale i właściciel samochodu i Łomianki coś tam zawdzięczają temu nieznajomemu.
Tym razem podpalili trawy w otulinie rezerwatu Kępy Kiełpińskie.
Trochę mało ludzi tu chodzi - aczkolwiek, co przykre, chodzi - więc szczęściem było, że się trafił rowerzysta, który wpadł na pomysł po pierwsze zawiadomienia straży, po drugie jak mógł starał się nie dopuścić ognia do stojącego tu obcego samochodu.
Kiedy zmienił się wiatr zrobiło się bardzo poważnie. Ogień doszedł do kół pojazdu, gęsty dym nie pozwalał na jakąś poważniejszą akcję.
Straż dojechała w ostatniej chwili.
Fajnie, że się czasami komuś chce coś więcej, niż tylko popatrzeć.
Niby nic, ale i właściciel samochodu i Łomianki coś tam zawdzięczają temu nieznajomemu.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
czwartek, 24 listopada 2011
Cmentarz ewangelicki Dąbrowa
Obok tego miejsca wielokrotnie przejeżdżałem, ale nigdy nie przyszło mi do głowy zajrzeć za ponury, betonowy płot.
Tym razem - zajrzałem ...
Poprzedni cmentarz, swego czasu, położony był w środku wsi, natomiast ten, niegdyś, znajdował sie na skraju gruntów należących do miejscowych ewangelików.
Co ciekawe chowani tu byli zarówno mieszkańcy Łomianek Górnych, jak i Dąbrowy, na terenie której, dziś, cmentarzyk się znajduje.
Lata powojenne nie były dla nekropolii łaskawe. Przez 50 lat dewastowany, dopiero niedawno doczekał się solidnego, betonowego, ogrodzenia i uporządkowania terenu.
Podobno, trochę bliżej dzisiejszego centrum Łomianek, swego czasu, stała dodatkowo drewniana, nieistniejąca dziś, kaplica.
Czas, pomału, zaciera i napisy na płytach i tabliczkach i ślady po mogiłach.
Kawałek historii miejsca, w którym przyszło mi żyć i wypadałoby oś tam zachować dla potomnych.
Tym razem - zajrzałem ...
Poprzedni cmentarz, swego czasu, położony był w środku wsi, natomiast ten, niegdyś, znajdował sie na skraju gruntów należących do miejscowych ewangelików.
Co ciekawe chowani tu byli zarówno mieszkańcy Łomianek Górnych, jak i Dąbrowy, na terenie której, dziś, cmentarzyk się znajduje.
Lata powojenne nie były dla nekropolii łaskawe. Przez 50 lat dewastowany, dopiero niedawno doczekał się solidnego, betonowego, ogrodzenia i uporządkowania terenu.
Podobno, trochę bliżej dzisiejszego centrum Łomianek, swego czasu, stała dodatkowo drewniana, nieistniejąca dziś, kaplica.
Czas, pomału, zaciera i napisy na płytach i tabliczkach i ślady po mogiłach.
Kawałek historii miejsca, w którym przyszło mi żyć i wypadałoby oś tam zachować dla potomnych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

