Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1944. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

44/69/13 Lao Che

...Wir haben in diesem Lande einen Punkt,
von dem allen Unheil ausgent: es ist Warschau...

 
Tu zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
Tu się Prusakom siada na karku okrakiem.
... by nie wpuścić hytlerowców do nieba ...

piątek, 17 sierpnia 2012

„Kolegium A" Kedywu Okręgu Warszawskiego

W piątek, 3 sierpnia br., u zbiegu ulic Czarnieckiego i Krasińskiego na Żoliborzu przy udziale kombatantów oddziału: Stanisława Aronsona, Bolesława Góreckiego i Stanisława Likiernika, odsłonięte zostały tablice upamiętniające oddział dywersyjno-bojowy,  Grupę "Andrzeja" czyli późniejszy  Samodzielny Oddział Dyspozycyjny "A", w skrócie zwany Kolegium "A"  Kedywu Okręgu Warszawskiego.


W drugiej połowie 1943 r., w strukturach oddziałów dyspozycyjnych Kedywu, nastąpiły zmiany, powodujące, że wycofano z pola walki oddziały saperskie w związku z czym,  odtąd, podstawową siłę bojową Kedywu OW stanowiły trzy oddziały dyspozycyjne:
- wspomniana Grupa Andrzeja, czyli Kolegium A
- Grupa Kosy, czyli Kolegium B
- Grupa Skrytego (grupa podwarszawska)


1944 - 4.III rano grupa żołnierzy z oddziału dyspozycyjnego „Kolegium A" Kedywu Okręgu Warszawskiego, pod dowództwem Kazimierza Jakubowskiego wykonuje decyzję zastrzelenia podoficera Karla Schmalza, dowódcy posterunku policji dworcowej (Bahnschutz-polizei) na dworcu Warszawa Zachodnia, sadysty, znanego pod przydomkiem „Panienka". Uczestnicy akcji opanowują podstępem wartownię i zabijają Schmalza oraz innych jeszcze Bahnschutzów, którzy usiłowali się bronić. Zdobyto broń maszynową, karabiny, pistolety i amunicję. - Władysław Bartoszewski.


Pomnik stanał w miejscu,  w którym  15 czerwca 1944 roku żołnierze oddziału "Kolegium A" Kedywu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w ramach akcji "POL" zlikwidowali trzech gestapowców, w tym komendanta więzienia Pawiak Herberta Junka. 

  My nie byliśmy żołnierzami, nie oddawaliśmy honorów i nie stukaliśmy obcasami. Byliśmy po prostu grupą kolegów. Na ulicy Krasińskiego zobaczyliśmy i zaatakowaliśmy gestapowców. Zastrzeliliśmy trzech, w tym - jak się później okazało - szefa Pawiaka. Gdybym mógł, zastrzeliłbym go jeszcze raz.. - Stanisław Likiernik


Dzięki swojej działalności w okresie okupacji, licznym akcjom bojowym, oddział przystępował 1 sierpnia do walk dobrze uzbrojony i przygotowany do najtrudniejszych zadań. M.in. na stanie oddziału znajdowały się, pochodzące ze zrzutów, pistolety Thomson, a wliczając broń krótką, oddział przystąpił do walk w pełni uzbrojony.

Przydzielony do Zgrupowania "Radosław", zbiórkę miał wyznaczoną w gmachu Urzędu Celnego na Inflanckiej 16. 

Na Woli oddział, dowodzony wówczas przez - por. lek. Stanisława Sosabowskiego Staszka, Stasinka (ranny 4.08 stracił wzrok, lat 27, VM V kl. - syn generała Sosabowskiego, który przejął dowodzenie nad oddziałem na czas Powstania od Olszyny, prawdopodo) zdobyła wielkie magazyny żywności i mundurów Waffen-SS przy ul. Stawki 4 [magazyny firmy "Bacutil]. 
W magazynach zdobyto znaczne ilości panterek, w które umundurowało się zgrupowanie "Radosław".

W kolejnych walkach, również toczących się o Stawki, w dniu 11 sierpnia oddział poniósł tak duże straty, że został detaszowany do batalionu Zośka.

Wówczas również ginie ppor. Olszyna - Tadeusz Wiwatowski, przed powstaniem dowódca, na czas powstania zastępca Stasinka. Olszyna powrócił na miejsce dowódcy oddziału po tym, jak Stasinek został ranny 4 sierpnia.

Z dziennika Oddziału: Godz. 14.15 ranny dow[ódca] oddz[iału] por. Staszek.
Dowództwo oddz[iału] obejmuje ppor. Olszyna.

Ciekawy artykuł o Olszynie można przeczytać tutaj.









PS.Szukając informacji na temat oddziału, zwłaszcza z okresu powstania, znalazłem sporo sprzecznych lub nie pasujących do siebie danych, więc mimo, że starałem się ograniczyć tylko do tych pewnych, coś, gdzieś, może być opisane w inny, możliwe, że bardziej odpowiadający prawdzie sposób, ale chciałem choć w tym niewielkim stopniu przypomnieć ten, jeden z wielu, a mocno zasłużony, oddział konspiracyjny, potem - powstańczy.







czwartek, 2 sierpnia 2012

Urodziny młodego warszawiaka ... :)

Alek: Bolec, i pamiętaj, że we wroga rzucamy granatem, a nie zawleczką.
Bolec: Co to jest zawleczka? 



Anoda: Butelki po wódce i benzyna, a jaka straszliwa broń. Uważam to za najbardziej epokowy wynalazek obecnej wojny!
I dzięki temu wynalazkowi szalę zwycięstwa przechylimy na naszą stronę.
(Do Bolca): Ty wiesz, bracie, jak się to hajcuje? Niczym tego nie ugasisz. Zalejesz wodą, a to pfiu! - i jeszcze bardziej się hajcuje.
Katoda: Anoda...
Anoda: Co?
Katoda: Mógłbyś przestać gadać?
Anoda: Dlaczego?
Katoda: A tak sobie pomilczymy trochę, co?
Anoda: Jak chcesz.

środa, 1 sierpnia 2012

Wspomnienie o Tym Dniu ...

Lubię chodzić po Marymoncie.

To tutaj, rękami tatarskich jeńców, potomków chanów tatarskich, Jan Sobieski postawił swojej Marysieńce pałac, od którego nazwę przejęła cała dzielnica - Marie Mont.

Dziś po pałacu pozostały tylko fundamenty na których potomkowie tatarskich jeńców odbudowali zniszczony kościół. 



Po ruinach łazi ciągnięty nieznaną mu siłą stary murarz Mamaj - ostatni Mohikanin rodu chanów krymskich. Szuka śladów swych przodków ... Mongolskie, lekko skośne oczy z bólem i bezradnością patrzą na niszczejące ruiny. Nocą, by nikt nie widział i nie śmiał się z niego, przychodzi, podlepia wyrwane z zagrożonego winkla cegły i czeka, sam nie wie na co czeka.
  

To miał być Dom Kultury, ale ci, co przeżyli, nie zgodzili się.

Powstał kościół. 


  
Lubię tu przychodzić, idąc śladami zgrupowania Żywiciela, zgrupowania utworzonego i, w czasie powstania, kontynuującego tradycje 21 Pułku Piechoty Dzieci Warszawy, śladami Zgrupowań tworzących ten Obwód - Żaglowiec, Żmija, Żubr, Żyrafa, Żniwiarz, Żbik dowodzonych przez płka Żywiciela ... taka tradycja, żeby wszyscy na żet byli ...  


Kilkudziesięciotysięczna armia powstańcza dysponowała w chwili wystąpienia do walki zaledwie około tysiącem karabinów, 7 ckm, około 20 karabinów ppancernych, 500 pistoletów maszynowych (w tym około 30% własnego wyrobu), 3700 pistoletów.
Ponadto było 15 "piatów" (angielskich granatników przeciwpancernych) oraz niespełna 25 000 granatów, w 95% wytworzonych w podziemnych zakładach amunicyjnych. Własna bieżąca produkcja broni i amunicji stanowić miała w czasie powstania poważne źródło uzupełniania zasobów.
Zapas amunicji znajdującej się w posiadaniu oddziałów powstańczych w dniu 1 sierpnia wystarczał na 2 - 3 dni walki.


 Szaleństwo?


Jak się miało takich ludzi, to nie ma co mówić o szaleństwie.

Gorzej, jeżeli ich zabrakło.

Wówczas "bohaterskie" oddziały niemieckie nie widziały już żadnych problemów, żeby "walczyć": 


W dniu 1 sierpnia siły niemieckie w Warszawie liczyły około 20 000 uzbrojonych ludzi, w tym połowę regularnego wojska, niezależnie od pancernych jednostek frontowych, skoncentrowanych po obu stronach Wisły na dalekich przedmieściach.

   
Jest tu też jeszcze jedno miejsce, gdzie lubię przychodzić: 

  
Kawałek muru, obrośnięty brzozami.
Aż trudno uwierzyć, że siedemdziesiąt lat temu stał tu dom, toczyło się zwykłe życie. Na murze napis, wymalowany czarną farbą olejną, odnawiany co parę lat, gdy staje się nieczytelny:
"W miejscu tym została zamordowana rozstrzelana gdy błagała o litość dla pozostających w schronie OLGA PRZYŁĘCKA, "bo to była Polka".

Poniżej państwowa, standardowa tablica z białego wapnia, informująca, że jest to "Miejsce uświęcone krwią Polaków poległych za Ojczyznę. W tym miejscu 14 września 1944 r. hitlerowcy rozstrzelali 40 osób cywilnych".


Wspominam ją, spacerując samotnie po  Wojskowych Powązkach. Nawet nie wiem, gdzie jest jej grób.


Niedawno dopiero dowiedziałem się więcej na temat Olgi -  

Olga mieszkała z mężem w dużym pięknym domu u wylotu Kolektorskiej. Należeli do dzielnicowej elity, siostry wspominały pobliskie korty i gry w tenisa młodzieży z dobrych domów w okolicy. Państwo Przyłęccy mieli syna. Gdy wybuchło Powstanie, mąż i około dwudziesto-, może dwudziestodwuletni syn, poszli walczyć. Olga pozostała w domu. Ponieważ znała doskonale niemiecki, gdy rozeszła się wiadomość o mordach na ludności cywilnej, została na Marymoncie, nie szukała gdzie indziej schronienia. Miała nadzieję, że w języku Goethego i Schillera przekona ludobójców żeby odstąpili od swojego zbrodniczego procederu. Ta nadzieja okazała się, jak wiadomo płonna.


Olga w swoim domu urządziła punkt sanitarny, w którym pracowała jako sanitariuszka.
Po wtargnięciu hitlerowców na teren posesji, nie chcąc opuszczać rannych, którymi się opiekowała, została przez Niemców zamordowana wraz z grupą innych osób.

Ale to wiedziałem. Nie wiedziałem, że Olga była ... Rumunką. 


Rumunka, kobieta w sile wieku, musiała mieć ponad czterdzieści lat. Wykształcona. Mąż i syn przeżyli Powstanie.

Wszystko udało mi się dowiedzieć z bloga Aliny Petrowej-Wasilewicz, która poświeciła dużo czasu na to, żeby "dowiedzieć (się) o bohaterskiej kobiecie i zapisać jej historię."
 


Jak pisał poeta Powstania? - "Zostanie po nas złom żelazny"? A co zostanie po Oldze? Napis na kawałku muru?

Dlatego tu przychodzę i dlatego grzebię, żeby to nie był pusty napis.



 Zatoczyłem koło i z Marymontu przywędrowałem pod pomnik Żywiciela. 

  Dziś też tu będę, ale chyba raczej nie sam.

Ale wcześniej zajrzę do porucznika Langnera, poległego w ataku na Młocińskie lotnisko.

A później pewnie do Parku Żołnierzy Żywiciela, a później ... 


Śpiewający Ci ptaszkowie w rajskim sadzie
Lechickimi melodiami tak zaćwirzą,
Że zadumasz się Wojteczku, oj zadumasz,
Czy w Warszawie świętoć większa czy w Asyżu
~M.Ubysz