Północne rejony podwarszawskie i wspomnienie olimpijczyka nieodmiennie kojarzy się z Kusocińskim.
Ale tak samo, jak zapominamy, że wojenna epopeja naszego mistrza olimpijskiego zaczęła się nie tu, ale w czasie walk o Fort Czerniaków, kiedy Kusociński zostaje ranny, tak zapominamy, że w tym samym czasie przez lasy wokół Palmiry, jak wówczas nazywała się mała wieś na obrzeżu Puszczy Kampinoskiej przedzierał się inny olimpijczyk.
Major Leszek Lubicz-Nycz, szermierz, brązowy medalista olimpijski z Los Angeles. Kawaler Virtuti Militari, Krzyża Walecznych, legionista.
Dowódca II dywizjonu 14 Wielkopolskiego Pułku Artylerii Lekkiej wraz z oddziałami składającymi się z niedobitków Armii Pomorze i Poznań zebranymi pod dowództwem generała Mikołaja Bołtucia przedzierał się na pomoc Warszawie i wziął udział w bitwie nad Bzurą oraz pod Łomiankami.
W czasie pokoju był jednym z najlepszych szablistów w Polsce, choć walczył także we florecie. W 1931 został indywidualnym mistrzem Polski w szabli. Startował w barwach klubów warszawskich i poznańskich. Był instruktorem szermierki i narciarstwa w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie, autorem podręcznika do jazdy na nartach.
Dojście do wsi Buraków od strony rzeki Niemcy zamknęli ogniem zaporowym artylerii i moździerzy, a przed samą wsią wystawili czołgi. Krwawe natarcie piechurów, kawalerzystów i artylerzystów nie zdołało przełamać ognia oddziałów niemieckiej 24 dywizji piechoty.
Kpt. Adam Soja, lekarz 11 dywizjonu artylerii konnej:
"Natarcie nasze (…) rozpoczęło się wnet po wyjściu z Puszczy Kampinoskiej, jakieś 2 wsi już wcześniej przed Łomiankami i doszło do ostatniej linii niemieckiej przy końcu Łomianek. Następna wieś, to był Buraków i przedmieście Warszawy, jak nas informowano. I tu na ostatniej linii oporu niemieckiego utknęło nasze natarcie. Wówczas mjr Leszek Lubicz-Nycz szybko zorientował się w sytuacji i widział tylko jedną możliwość wydostania się z tego kotła przez przesmyknięcie się pod wałem wiślanym do lasu Burakowa. Wówczas mjr Nycz podjechał konno pod wał wiślany, gdzie ja znajdowałem się z rannymi, opowiedział mi o sytuacji i powiada: 'jedyna możliwość przedarcia się jest pod wałem wiślanym do lasu Burakowa, tutaj mamy osłonę z drzew i zarośli. Wolnej i gołej przestrzeni, zupełnie nie osłoniętej, mamy około 150 m – uda się to dobrze, a nie, to trudno' i prosto zaraz pojechał pierwszy, za nim kilku konnych, którzy byli blisko koni, a na ostatku prawie, bo dopiero doleciałem do konia, wsiadłem ja i puściłem się za nimi. Za mną też jeszcze kilku jechało, ale nikt nie dojechał. Jechaliśmy pod wałem wiślanym z Łomianek do lasu Burakowa. Przestrzeń – jakie 150 m – była równa jak stół i zupełnie pusta, bez choćby jednego drzewka, bez żadnego szuwaru tak, iż z Łomianek Górnych, skąd prażyli do nas Niemcy z kilku karabinów maszynowych, przedstawialiśmy cel wymarzony. Ja w końcu, patrzę, a dopędzam majora, reszta wszystko leży na ziemi, tak konie, jak i ludzie, albo stoją jakby urzeczeni, bez ruchu. Koń majora widocznie ranny, bo niby leci, a nic mu nie ubywa drogi, wreszcie tak koń jak i major padają. Mój koń przeskakuje przez trupy [...]"
Ciało majora znalazła 14-letnia wówczas dziewczynka, mieszkanka Burakowa Marianna Romańska, na terenach wału przeciwpowodziowego między Łomiankami a Burakowem.
Zarówno jego jak i pozostałe ofiary bitwy pochowano na cmentarzu w Kiełpinie. W marcu 1940 r. majora ekshumowano i przeniesiono na cmentarz wojskowy na Powązkach. Pośmiertnie został awansowany do stopnia podpułkownika.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kampinos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kampinos. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 stycznia 2015
czwartek, 9 maja 2013
Kapliczka Przy Orle
Miało być fajnie i dużo zdjęć, ale piaszczyste ścieżki kampinoskie, w dodatku zalewane od czasu do czasu przez Długie Bagno, jak na pierwszy raz okazały się dość... męczące ;)
Tu, niedaleko Przy Orle i Łosiej Wólki było na tyle jasno, że czasy mi się skróciły i udało mi się ostrość złapać :)
I to, z pierwszej, rowerowej wycieczki po Kampinosie, byłoby na tyle ... :)
Tu, niedaleko Przy Orle i Łosiej Wólki było na tyle jasno, że czasy mi się skróciły i udało mi się ostrość złapać :)
I to, z pierwszej, rowerowej wycieczki po Kampinosie, byłoby na tyle ... :)
czwartek, 24 listopada 2011
Cmentarz ewangelicki Dąbrowa
Obok tego miejsca wielokrotnie przejeżdżałem, ale nigdy nie przyszło mi do głowy zajrzeć za ponury, betonowy płot.
Tym razem - zajrzałem ...
Poprzedni cmentarz, swego czasu, położony był w środku wsi, natomiast ten, niegdyś, znajdował sie na skraju gruntów należących do miejscowych ewangelików.
Co ciekawe chowani tu byli zarówno mieszkańcy Łomianek Górnych, jak i Dąbrowy, na terenie której, dziś, cmentarzyk się znajduje.
Lata powojenne nie były dla nekropolii łaskawe. Przez 50 lat dewastowany, dopiero niedawno doczekał się solidnego, betonowego, ogrodzenia i uporządkowania terenu.
Podobno, trochę bliżej dzisiejszego centrum Łomianek, swego czasu, stała dodatkowo drewniana, nieistniejąca dziś, kaplica.
Czas, pomału, zaciera i napisy na płytach i tabliczkach i ślady po mogiłach.
Kawałek historii miejsca, w którym przyszło mi żyć i wypadałoby oś tam zachować dla potomnych.
Tym razem - zajrzałem ...
Poprzedni cmentarz, swego czasu, położony był w środku wsi, natomiast ten, niegdyś, znajdował sie na skraju gruntów należących do miejscowych ewangelików.
Co ciekawe chowani tu byli zarówno mieszkańcy Łomianek Górnych, jak i Dąbrowy, na terenie której, dziś, cmentarzyk się znajduje.
Lata powojenne nie były dla nekropolii łaskawe. Przez 50 lat dewastowany, dopiero niedawno doczekał się solidnego, betonowego, ogrodzenia i uporządkowania terenu.
Podobno, trochę bliżej dzisiejszego centrum Łomianek, swego czasu, stała dodatkowo drewniana, nieistniejąca dziś, kaplica.
Czas, pomału, zaciera i napisy na płytach i tabliczkach i ślady po mogiłach.
Kawałek historii miejsca, w którym przyszło mi żyć i wypadałoby oś tam zachować dla potomnych.
środa, 23 listopada 2011
Cmentarz ewangelicki Dziekanów Polski
Niegdyś to był Dziekanów Niemiecki, a z powodu takiego, że potomkowie jednego z właścicieli tych ziem, Jerzego Fryderyka de Poths herbu Trójstrzał, jednego z siedmiu dyrektorów Dyrekcji Biletów Skarbowych, uszlachconego za zasługi finansowe, jakich dla Polski dokonał, zasłużonego w czasach Insurekcji Kościuszkowskiej, na te tereny, w czasie zaborów, po trzecim zaborze, osadników z Niemiec zaczęli sprowadzać.
Cmentarza tego szukałem już od jakiegoś czasu. Trochę niesława się cieszył, że jako toaleta dla kierowców autobusów dziekanowskiej pętli służy, że jako melina dla okolicznych pijaczków ...
Właśnie te historie zmyliły mnie i zaprowadziły w inne, pobliskie i równie ciekawe co prawda, ale nie te rejony Kampinosu.
W każdym razie, poczekałem na to, aż liście opadną i ... znalazłem :)
Cmentarz i owszem, zarośnięty, ale z tymi legendami to trochę przesadzono.
Zwłaszcza z kierowcami, bo, zaiste, dostać się tutaj z autobusu to dość karkołomne zajęcie i mało który by utrzymał ;)
Z pijaństwami też bym nie przesadzał.
Za to kilka zniczy stało. Raczej nie stawiają ich potomkowie i rodziny, więc myślę, że to bardziej zasługa tutejszych mieszkańców.
Gest ten, niewątpliwi zasługuje na uznanie, ponieważ, swego czasu, to największe w okolicy skupisko Niemców, wygenerowało już przed wojną tajną organizację NSDAP, po kampanii wrześniowej ochoczo podpisujące volkslistę i aktywnie włączające się w proces prześladowań sąsiadów.
Prawdopodobnie dzięki ich informacjom niedługo po wkroczeniu wojsk niemieckich, rozpoczęły się aresztowania najbardziej znanych ludzi w okolicy: wójta Młocin, właścicieli sklepów, znanych rolników.
Z historii szkoły w Dziekanowie Polskim już dziś:
Od 1939r. - po tragicznym dla Polski wrześniu szkoła nadal była czynna, ale już tylko dla dzieci niemieckich.
W 1945r. Podczas zwycięskiego marszu na zachód wojsk radzieckich i polskich wieś opustoszała;
wszyscy koloniści niemieccy w popłochu uciekli, tym bardziej, że wielu z nich miało niejeden grzech na sumieniu. (...)
Nie jest to jedyny cmentarz ewangelicki w tej okolicy, a ja, jako rasowa hiena cmentarna, oczywiście, że udałem się na poszukiwanie kolejnego.
No i znalazłem ... Ale tylko jeden. Jeszcze jeden, ale to bardziej mennonicki jest w pobliżu i czeka, aż go znajdę.
Tak samo, jak kolejny olenderski, na Ruskiej Kępie.
Akurat aura i opadłe liście sprzyjają takim poszukiwaniom, więc pewnie się wybiorę w najblizszym czasie.
Tym bardziej, że, jednym rzutem, eksplorację cmentarza fortecznego w Nowym Modlinie chciałbym dokończyć ...
Jakiś taki cykl cmentarny mi się zrobił :)
Cmentarza tego szukałem już od jakiegoś czasu. Trochę niesława się cieszył, że jako toaleta dla kierowców autobusów dziekanowskiej pętli służy, że jako melina dla okolicznych pijaczków ...
Właśnie te historie zmyliły mnie i zaprowadziły w inne, pobliskie i równie ciekawe co prawda, ale nie te rejony Kampinosu.
W każdym razie, poczekałem na to, aż liście opadną i ... znalazłem :)
Cmentarz i owszem, zarośnięty, ale z tymi legendami to trochę przesadzono.
Zwłaszcza z kierowcami, bo, zaiste, dostać się tutaj z autobusu to dość karkołomne zajęcie i mało który by utrzymał ;)
Z pijaństwami też bym nie przesadzał.
Za to kilka zniczy stało. Raczej nie stawiają ich potomkowie i rodziny, więc myślę, że to bardziej zasługa tutejszych mieszkańców.
Gest ten, niewątpliwi zasługuje na uznanie, ponieważ, swego czasu, to największe w okolicy skupisko Niemców, wygenerowało już przed wojną tajną organizację NSDAP, po kampanii wrześniowej ochoczo podpisujące volkslistę i aktywnie włączające się w proces prześladowań sąsiadów.
Prawdopodobnie dzięki ich informacjom niedługo po wkroczeniu wojsk niemieckich, rozpoczęły się aresztowania najbardziej znanych ludzi w okolicy: wójta Młocin, właścicieli sklepów, znanych rolników.
Z historii szkoły w Dziekanowie Polskim już dziś:
Od 1939r. - po tragicznym dla Polski wrześniu szkoła nadal była czynna, ale już tylko dla dzieci niemieckich.
W 1945r. Podczas zwycięskiego marszu na zachód wojsk radzieckich i polskich wieś opustoszała;
wszyscy koloniści niemieccy w popłochu uciekli, tym bardziej, że wielu z nich miało niejeden grzech na sumieniu. (...)
Nie jest to jedyny cmentarz ewangelicki w tej okolicy, a ja, jako rasowa hiena cmentarna, oczywiście, że udałem się na poszukiwanie kolejnego.
No i znalazłem ... Ale tylko jeden. Jeszcze jeden, ale to bardziej mennonicki jest w pobliżu i czeka, aż go znajdę.
Tak samo, jak kolejny olenderski, na Ruskiej Kępie.
Akurat aura i opadłe liście sprzyjają takim poszukiwaniom, więc pewnie się wybiorę w najblizszym czasie.
Tym bardziej, że, jednym rzutem, eksplorację cmentarza fortecznego w Nowym Modlinie chciałbym dokończyć ...
Jakiś taki cykl cmentarny mi się zrobił :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

